-

grudeq

Baranów: Demokratyzm blogerski i barokowe pytania

Z Kielc do Baranowa jedzie się szybko. Ot szuka się drogowskazu na Rzeszów. Pilnuje się aby Łysogóry ze Świętym Krzyżem były po lewej stronie. Jeżeli minie się Łagów, to nie dojeżdża się do miasta dawnych Sejmików Ziemi Sandomierskiej – Opatowa, lecz skręca się w prawo, tak aby przejechać przez Iwaniska. Wtedy po lewej stronie mija się osławiony Krzyżtopór Ossolińskich. W tą sobotę, mijając go miałem wrażenie że cegieł tam przybywa i może pewnego dnia zamiast ruin, będzie otynkowany, oszklony pałac przypominający tak liczne pałace w zachodniej Europie? Dalej do drogi krajowej nr 9 – Radom – Rzeszów. Przez sady ziemi Sandomierskiej, można wypatrywać znaków dawnego (a może i obecnego) Siarkopolu. Pilnować się należy gdy przekroczy się graniczną między Świętokrzyskim a Podkarpackim (a dawniej między Królestwem Kongresowym a Królestwem Galicji i Lodomerii) Wisłę, bo tuż za mostem, należy skręcić w prawo i już tylko 10 km do Zamku w Baranowie.

 

Zakwaterowanie w hotelu – bardzo sprawnie. Hasło – konferencja; uśmiech recepcjonistki. Na schodach już można przywitać się z koleżeństwem poznanym w Tłokini. Potem przez pałacowy park na Zamek. Jeszcze jedna formalność: potwierdzenie obecności na liście i jest się już zaproszonym na pałacowe sale i pokoje. Stosowne zatem do miejsca wzajemne uprzejmości: dzień dobry! Jak podróż? Czy kawa a ciastka smaczne? Przywitać można kolejnych nawigatorów, których co do zasady dzielić należy na: piszących; komentujących i tylko czytających. Przywitania w zależności od stopnia zażyłości i znajomości, albo nieśmiałe skinienie głową, albo wyciągnięta do przywitania ręka, aż po otwarcie ramion (to już nasza druga konferencja) czy nawet po malutki buziaczek w policzek (z płcią przeciwną). To też czas aby znaleźć swoje miejsce na Sali konferencyjnej.

 

Wiem, ktoś napisze, że na Sali konferencyjnej najważniejsze są wygodne krzesła, dobra klimatyzacja i sprawny rzutnik. Proszę jednak pamiętać, że tutaj jest konferencja Nawigatorów i akurat na zamkowej Sali najważniejsze było to w cieniu czyjego portretu się konferowało. Na mnie z lewej strony, zaglądając w kreślone notatki, patrzył Jan III Sobieski, a gdy tylko podnosiłem wzrok, to obok  prelegenta pilnował mnie majestatyczny portret Stefana Batorego. Z salą trzeba się dobrze zaprzyjaźnić, bo spędzimy tutaj 9 godzin. Jeszcze tylko modlitwa i można rozpocząć II konferencję Nawigatorów.

 

RZECZ O PSYCHIATRII

 

Moja ulubiona anegdotka o psychiatrii brzmi: Mały Jaś wszystko rysował czarną kredką. Psycholog szkolny podejrzewać jakieś problemy, poprosił go o rozmowę. Jasi, czy Ty masz jakieś problemy? Dlaczego wszystko rysujesz czarną kredką? Chcesz o tym porozmawiać? Nie, proszę Pana. Ja Wszystko rysuje czarną, bo mam tylko czarną kredkę.

 

Wsłuchując się w wykład Profesora Świecickiego, w notatkach naszkicowało mi się jedno pytanie: czy blogerzy to grupa podwyższonego ryzyka w zachorowaniach, ze szczególnym wskazaniem choroby polegającej na „mówieniu/pisaniu prawdy”. Drugą rzeczą, która mnie już prześladowała do końca konferencji, to były autopytania, czy znajduje się w stanie manii, depresji czy hipermanii? Praktyczną rzeczą jaką z wykładu wyniosłem to rozgraniczenie pomiędzy psychologią, neurologią a psychiatrią (psychiatria zdaje się być kondominium pomiędzy humanistyczną psychologią a medyczną neurologią), A także refleksja, że w gruncie rzeczy choroby psychiczne są zespolone z liniami granicznymi Państw. Wszak 5 latek ze Stambułu nad Bosforem został zdiagnozowany jako chory, a w takiej przyszłej Warszawie z kartą LGBT, czyż plany matrymonialne 5 latka, będą objawem choroby? To jeszcze jeden kawał o psychiatrii. Goering wizytuje Dom Wariatów. Mija jakiegoś wariata i zadaje mu pytanie, czy go poznaje. Wariat nic. Jak to nie poznajesz mnie? Jestem Premierem Prus. Wielkim Bohaterem Lotniczym! Marszałkiem Rzeszy!! Ministrem Lotnictwa! Mecenasem Kultury! Wariat słucha i smutno kiwa głową: Mój Boże, u mnie też tak się zaczęło!

 

Wykład Profesora Święcickiego zmroził mnie o tyle, że profesorska „Buka” znalazła się w pozycji: zakupione. I w niej jeszcze jedna praktyczna rada. Ta o koszulce Che Guevary i Hitlera. Dziękuje Panie Profesorze! Przyda się!

 

RZECZ O BISKUPIE ŁOZIŃSKIM

 

Uważam to za swój brzydki zwyczaj, ale zwykłem sobie w czasie konferencji sprawdzać to co mówi prelegent, w najprostszy dostępny mi sposób, poprzez weryfikację wikipedii. O biskupie Łozińskim, o którym mówił Ksiądz Irek, zacytowano słowa Piłsudskiego: „Twardy to był człowiek, ale chciałbym aby tacy byli wszyscy biskupi, a ja, gdybym miał takiego generała umierałbym spokojnie”. Zatem gdy mowa jest o takim człowieku, to moje pytanie to prelegenta, które zadałem dopiero w części kuluarowej brzmiało: „czemu dzisiaj żaden z hierarchów nie stosuje klątwy kościelnej, na dyscyplinowanie co poniektórych ochrzczonych”. Refleksja druga po wykładzie księdza Irka, to znów charakter ludzki i jakże piękna cecha odwagi.

 

RZECZ O ARMII JEJ IMPERATORSKIEJ MOŚCI

 

W domu rodzinnym mam taką pamiątkę. Książeczkę wojskową armii rosyjskiej, któregoś z moich przodków z wpisami  kaligrafowanymi cyrylicą z lat 1901-1904. Nikt nie wie i nie pamięta co to za przodek, jak służył, gdzie służył. Zwłaszcza, że niezapisane kartki wojskowej książeczki zostały potraktowane w latach międzywojennych jako brudnopis do nauki języka polskiego (przewrotność losu, coś co było praktycznym wykorzystaniem symbolu okupacji zaborczej, po latach może urastać do bezczeszczenia pamiątek historycznych), ale dzięki wykładowi dr Jacka Legiećia można było przynajmniej zrekonstruować sobie jak ta służba wyglądała. Chociaż z wykładu już wiem, że jednej rzeczy bym nie zrekonstruował. Okoliczności, czy mojemu przodkowi smakowało wojskowe jedzenie czy nie.

 

To też jest największa zagadka nauk historycznych, bo oto część materiałów źródłowych historycznych będzie dowodzić, że co jak co, ale w armii carskiej dawali dobrze jeść, a równocześnie w tym samym czasie inne źródła będą dowodzić, że w tej samej armii carskiej ludzi karmiono jak psy. Zresztą, już widzę zagadki historyków, którzy na podstawie relacji z konferencji w Baranowie będą próbowali ustalić, czy w tym Baranowie to dobrze dali zjeść czy źle. Rozważania przetnę łacińskim: de gustibus est non disputandum.

 

Z wykładu pozostała jeszcze kwestia alkoholi w Armii Rosyjskiej. Mi się podoba ta anegdotka o generale Żeligowskim, który jako abstynent służył w Armii Rosyjskiej. Koledzy Rosjanie próbowali go podejść wznosząc toast za Cara, ale i tu Żeligowski tylko podniósł kieliszek. Rzecz ponoć zakończyła się przed Sądem Wojskowym, który uniewinnił generała Żeligowskiego od zarzutu obrazy Majestatu Cara poprzez odmowę wypicia toastu za Cara. O jednej rzeczy nie usłyszałem, a może pominąłem: jak to było z tymi legendarnymi 25 latami służby w Armii Carów.

 

OBIAD – KRYTYKA TAK, KRYTYKANCTWO NIE

 

Po wykładzie trzecim nastąpiła przerwa obiadowa. Jedzenie było bardzo dobre. Przy stoliku, wraz z współbiesiadnikami: Karoliną, Robertem i Wojtkiem pokrytykowaliśmy dotychczasowe wykłady. Nastawiliśmy się na wykłady od numeru 4 do 6. Oczywiście krytyka była konstruktywna, bo jakiekolwiek wycieczki osobiste były zamykane hasłem: krytyka tak, krytykanctwo nie. Wspomnieć też należy, że doszło przy stoliku do kłótni o to, czy Nawigator może czytać Wyborczą (Gazetę) czy nie powinien oraz była kłótnia o to czy właściwa serwetka jest ta po lewej czy po prawej stronie.

 

PAN MAŁYŃSKI

 

Z wykładu dr Ryszarda Mozgol można by stworzyć historię, że oto sługa obserwuje swojego pana awanturnika (lotnika), bierze udział w jego niezliczonych przygodach, a te wszystkie swoje opowieści przekazuje swojemu synowi i wnukowi. Wnuk ten zaś tak się angażuje w sprawy lotnicze, że pewnego dnia jako Mirosław Hermaszewski (to właśnie wnuk sługi Pana Małyńskiego) leci w kosmos. Szczerze powiedziawszy taka historia bardziej mi odpowiada, niż historia o tym, że Hermaszewski był przede wszystkim komunistycznym sprzedawczykiem i aparatczykiem.

 

Kim zaś był Pan Małyński? Podobało mi się to stwierdzenie Pana Doktora, że Małyński byłby w stanie sprzymierzyć się z każdym, kto obiecałby mu powrót do majątku zabranego przez Bolszewików w czasie Rewolucji. No i jak tu na takim człowieku budować jakiekolwiek teorie polityczne, jak jego teoria sprowadzała się do hasła: kasa misiu, kasa! Oczywiście to moje odkrycie czynię z zastrzeżeniem, że to nie umniejsza słuszności niektórych obserwacji Emanuela Małyńskiego oraz że był dzielnym i zacnym Polakiem.

 

PRAWO vs. SIŁA, TEORIA vs. FAIT ACCOMPLI

 

Wykład nr 5 pani Prof. Katarzyny Kostrzewy był tym na który ostrzyłem sobie polemiczne zęby od czasu ogłoszenia tematu tego wykładu. Przy tym wykładzie chciałem wreszcie zadebiutować przy konferencyjnym mikrofonie ze swoją glosą i swoimi pytaniami. Portret Sobieskiego mi świadkiem, że już od  5 minuty miałem napisaną w skrócie swoją glosę. Taką hasłową. Na anegdotkę o komarze, miałem słówko Fryderyk Wielki 1740. Na opowieść o tym co się działo w 2010 roku w kwietniu, zapisałem: błąd 1941 oraz błąd 1939. Podkreśliłem sobie glosę Słowackim: Polsko, pawiem i papugą byłaś narodów. Wewnętrznie ucieszony słuchałem wykładu. To się raz wewnętrznie zgadzałem, to raz starałem się wyrazić twarzą swoje zdziwienie i głęboką niezgodę. Ale wszystko w milczeniu. Wszak inna jest rola prelegenta inna rola słuchacza. Czekałem na serię pytań. No i się doczekałem.

 

Jak zwykle okazało się, że genialny plan zadania pytań i wygłoszenia glossy, miałem przy tym wykładzie nie tylko ja. Zatem jak wykład się zakończył i szykowałem się do majestatycznego (z uwagi na portrety królewskie) podniesienia ręki do głosu, to moja ręka została przykryta już lasem innych rąk. To pewnie sprawka portretów tych niecierpliwych Leszczyńskich, co to im się zawsze do Korony Polskiej śpieszyło. Spokojnie myślę: jak ich prowadzi gwiazda Leszczyńskich, to ich pytania będą tak krótkie jak panowanie Leszczyńskiego: 1704-1709, 1733-1736, spokojnie zdążę wygłosić swoje komentarze. Tak pomyślałem.

 

Nie przewidziałem jednego. Barokowego stylu zadawania pytań. Na początku zatem wstęp, składający się z szerokiej inwokacji komplementującej prelegenta i podkreślającego emocjonalny związek komentatora z tematem (z jednym wyjątkiem komentującego, który miast inwokacji przeprowadził szarżę na metodologię prelegenta). Następnie zaś ornamentyka pytania, podkreślającego że pytający to tylko skromny bloger, a po drugiej stronie parnasy akademickie, prawne i to prawa aż międzynarodowego (a gdzie tutaj się podział demokratyzm blogerski). Żeby to było jedno barokowe pytanie. Przeżyłbym. Ale tu jeszcze z barokowym pytaniem wyszedł Pan Michalkiewicz – tutaj ornamentyka poszła we wkładaniu w każde słowo szpilki, przeciwko tym, których Pan Michalkiewicz wini za brak wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej oraz w maksymalnym oprzymiotnikowaniu każdego słowa (nie wystarczy przecież powiedzieć Rząd Tuska – trzeba powiedzieć ten najbardziej fatalny, zdradziecki, zdrajczy Rząd Tuska). Potem nastąpiła zaś jeszcze wspomniana wyżej szarża na metodologię. W międzyczasie gdy Pani Profesor broniła się przed szarżą zdarzyło się że mikrofon wpadł już w moje ręce. Duma z tego sukcesu, dostrzegana we wzroku Batorego (zdobycie Mikrofonu na konferencji u Nawigatorów, to tak jak zdobycie Pskowa) spotkała się niestety z krytycznym spojrzeniem Gabriela. Ze spojrzenia wyczytałem jedno: spróbuj mi gagatku zadać chociaż jedno barokowe pytanie! Broniłem się wzrokiem: Gabrielu, znasz mnie, jedno, konkretunieńiekie, króciutkie pytanie, żadnych barokowych ozdób. Patrzę jednak na swoje notatki: Fryderyk, 1941 i 1939. Kurcze jak tu skrócić. Przecież jak zacznę o Fryderyku i tu przeliczam odległość Gabriela ode mnie. 15 kroków, trzy rzędy. Nie dam rady! W dwa zdania będzie przy mnie. Jeszcze ze skrzydła albo Parasol albo Wawrzyniec. Będę osaczony. Oddaje mikrofon. Wszak są jeszcze kuluary!

 

I właśnie w kuluarach do Pani Profesor wypowiedziałem swoją glosę. Nie dla definicji z komarem (którą mnie później prześladowano). Prawo międzynarodowe zostało zdefiniowane przez Fryderyka Wielkiego w czasie I Wojny Śląskiej w grudniu 1740 roku słowami: „Najważniejsze jest zajęcie terytorium, a później prawnicy znajdą uzasadnienie”. Rosjanie prawnie biją nas o trzy długości. W 1941 roku załatwili nas Traktatem Sikorski – Majski, tak aby wszystkim na świecie było wiadomym, że równorzędnym dla Prezesa Rady Ministrów Rzeczypospolitej jest sowiecki ambasador. W traktacie tym zamieścili wzmiankę o amnestii dla obywateli polskich przebywających na terytorium ZSRR (bo przecież jeżeli już jacyś Polacy byli na terenie ZSRR w 1941 roku to tylko kryminaliści, którym trzeba było udzielić amnestii i wypuścić z więzień i obozów). Była także wzmianka o anulowaniu traktatu Ribbentrop-Mołotow, a strona Polska zapomniała, że legitymizacją zaboru kresów Wschodnich było referendum ludowe z października 1939 roku, gdzie ludność zachodniej Białorusi i Ukrainy wyraziła wolę przyłączenia do ZSRR.  A przecież strona Polska nie wnosiła o anulowanie referendum, czyli uznała je, a my za traktat z Niemcami przeprosiliśmy. Dziękuje, tak się prowadzi politykę z użyciem prawa, a nie politykę z użyciem piaru.

 

KARP

 

Karp po części dostał rykoszetem za niepowodzenia na wykładzie o międzynarodowym prawie lotniczym. Zatem chwilkę trwało zanim się dostroiłem na odbiór względem doktora Łukasza Modelskiego. Jemu chciałem zadać jedno pytanie, które frapuje mnie od czasów Salonu24 i komentarza świętej pamięci Bajbarsa. Otóż napisał Bajbars, że to co jest przypisywane nieszczęśnie ściętej Marii Antoninie, gdy wzburzony i głodny lud Paryża przyszedł pod jej okno „Czego chcą? Są głodni! Niech jedzą ciastka zamiast chleba” jest o tyle prawdziwe, że Królowa miała na miejscu to prawo, które nakazywało piekarzom, w przypadku gdy w piekarni zabrakło Chleba, sprzedawać ciastka w cenie pieczywa. Albowiem Król zapewniał zboże dla swoich poddanych i tylko trzeba było poskromić tych piekarzy, którzy mieli większy zysk na wypieku ciastek niż chleba.

 

Karp! Coryllus pisał swego czasu tyle o ogrzewaniu węglem w średniowieczu. To co jest dla mnie największą wartością, że oto u Coryllusa szuka się przede wszystkim w historii człowieka i jego życia, a nie koncepcji ideologicznych. Ja się aż boje napisać, że dzieje człowieka to walka z socjalizmem albo walka o socjalizm. Przecież największa sprzeczność w trakcie konferencji nie wynikła o to czy Małyński był OK, czy nie OK, albo czy Michalkiewicz zadał barokowe pytanie, czy też nie, ale o to czy jedzenie było smaczne, oraz czy dobrze zapamiętano przepis na pieczone lody. To jest człowiek właśnie. Chce sobie grzecznie zjeść Karpia, a tu przychodzą jacyś sprzedawcy szprotek i mówią, że koniec Karpia. Ale może wszystko za mocno upraszczam? Wybronię się po francusku: C’est Ne pas simple, c’est Ne pas francaise!

 

IN VINO VERITAS

 

W sekcji pokonferencyjnej dopadły mnie wszystkie schorzenia opisywane w wykładzie Profesora Święcickiego. Natręctwo – kto mi się napatoczył pod nogi był pytany o to, jaka jest fachowa nazwa świeczników wiszących na ścianie, ze szczególnym uwzględnieniem tej polerowanej części, dzięki której odbijało się światło ze świec - postępowanie w celu ustalenia nazwy jest nadal prowadzone. 

 

Faza nierealnych pomysłów: po którymś piwie, kiedy ainolatak był już czytany przeze mnie wspak i był po prostu Katalonią, deklarowałem wszem i wobec, że w niedzielę na pewno wstanę o 8, śniadanie o 8:30  i będę na zwiedzaniu zamku o 9. Punktualnie. Nawet trzy razy się żegnałem dla potwierdzenia swojego zapewnienia.

 

Faza odwagi godna 5 latka jeżdżącego rowerkiem po ulicach Stambułu. Szerszy opis objawu: wracam to sobie do stoliku dyskusyjnego, wielkiego i podłużnego, wracam z drugiej Sali, w mniejszym okrągłym stoliku Pan Michalkiewicz wraz ze swoją świtą. Ho Ho – ironizuję, Barokowe pytanie! A że wino zaburzyło mi już we krwi: Panie! – przemówił przeze mnie demokratyzm blogerski - Pan wyszedłeś z roli na konferencji, Pan dzisiaj nie był Prelegentem ale pytającym. Przez pana rozwlekłość pytania, ja nie zdążyłem wygłosić swojego ważnego pytania! Pan Michalkiewicz popatrzył na mnie jak na wariata, ale towarzysząca mu świta (pozdrowienia dla Jorgusia) przytomnie zapytała: a to jakiego pytania nie zadał Pan? Troszeczkę urosłem i wyrecytowałem to co wyżej: Fryderyk Wielki, 1941 rok i 1939. Moja pamięć zanotowała komplement. Koniec końców przetransferowaliśmy Pana Michalkiewicza wraz ze świtą (w której rej wodził szybkorozpoznający sytuację Jorguś starszy) do dużego stolika.

 

Faza zaczepialstwa: zaczepiłem Panią Gancarz wraz ze zdaje się oriolanką, której chciałem wytłumaczyć, że umowę można zawrzeć nie używając ani jednego słowa. Ot po prostu machając ręką po taksówkę, albo jeźdząc wózkiem po supermarkecie i rezygnując z mówienia dzień dobry i dowidzenia kasjerce. Zaczepiłem także pana doktora Modelskiego, który okazał się świętokrzyskim krajanem i z którym przypomniałem sobie przewidywania Szwejka co do przebiegu I Wojny Światowej (tak, tak zabili arcyksięcia Turcy, bo nie mogą darować aneksji Bośni i Hercegowiny, ale my sprzymierzymy się teraz z Rosją i napadniemy na Turcję, wtedy na nas napadną Niemcy, bo oni żyją w zgodzie z Turcją, ale wtedy Austria sprzymierzy się z Francją). Poznałem miłego Betacola, przy okazji wylałem pół piwa na stół (ale która dłoń nie poszła by szerokim ruchem z otwarciem ramion, gdy dowiadujesz się że spokojny człowiek obok, toż to kochany pan Betacool – świadków rozlania Piwa na szczęście nie odnotowałem). Innych swoich ekscesów nie pamiętam. Dziękuje wszystkim za współuczestnictwo, za wiedzę którą podzielili się prelegenci, za miłe rozmowy i wesołe towarzystwo.

 

Odnotowuje także ze swojej pamięci, że intensywnie forsowałem pomysł aby przy konferencji na Zamku Kliczków zorganizować w niedzielę autobusową bądź busową wyprawę do nieodległego Drezna. Zatem do zobaczenia na zamku Kliczków!



tagi: konferencja  baranów  lul ii 

grudeq
14 marca 2019 21:21
28     1369    22 zaloguj sie by polubić
komentarze:
rotmeister @grudeq
14 marca 2019 22:09

Plus. Więcej nie napiszę bo mnie tam nie było.

zaloguj się by móc komentować

Paris @grudeq
14 marca 2019 22:17

Ciekawy kamyczek do mozaiki baranowskiej...

... oczywiscie - plus  !!!

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @grudeq
14 marca 2019 22:42

Umarłam :))))

Jorguś starszy i barokowe wstępy skromnych blogerów mnie rozwaliły. Uważaj bo młodszy Jorguś czyta ;)

Człowiek jest ważny w istocie i jego niezwykłe w zwykłości życie, nawet jak wylewa piwo :)

Dziękuję, że się zmobilizowałeś i napisałeś odjechaną, niepowtarzalną relację :) Szczególnie prawnego panelu, choć już trochę o tym wspomniałeś przy stole.

Na poranne zwiedzanie załapiesz się następnym razem, nawet bez żegnania się trzy razy ;)

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @grudeq
14 marca 2019 22:44

Pyszne. Plus.

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @grudeq
14 marca 2019 23:12

Swoją drogą fajne te glosy przygotowałeś.

Ale co do Małyńskiego to nie kasa misiu a własność, a to differentia specifica :)

Po za tym jeszcze do końca nie wiemy co to dokładnie znaczy układać się z każdym - będę "molestować" dr Mozgoła w tej sprawie. 

Z całą pewnością "szaleniec" co latał nad Wołyniem wpłynął na wyobraźnię i przekaz  lotniczy w rodzinie Hermaszewskich. Jednak - na co zwróciłam uwagę już w swoim wpisie - nie podoba mi się wybiórczość w we wspomnieniach Hermaszewskich, np. brata Mirosława, o ich dziadku Sylwestrze:

Sylwester Hermaszewski „dorastał, wychowywał się i zdobywał edukację na dworze w Małańsku razem ze swoim rówieśnikiem, najmłodszym hrabią Emanuelem Małańskim. Tam się poznali i zaprzyjaźnili do tego stopnia, że po odziedziczeniu dóbr i przeniesieniu się do majątku w Zurnem koło Berezna dziedzic hrabia Emanuel Małański zaangażował na stałe u siebie mojego dziadka Sylwestra jako swojego najbliższego przyjaciela i powiernika oraz współtowarzysza swoich hulanek i podróży po świecie.”

Jakoś nie przechodzą im przez gardło słowa, ze był służącym, a potem Małyński finansowo ich wspierał... No ale to Małyński przepuszczał kasę na wino, kobiety, śpiew czy inne  drogie głupoty, a przyjaciel tylko z nim podróżował (choć jak stoi w innych relacjach sam Sylwester do śmierci lubił z Ukrainkami śpiewać i za "cycki je podszczypywać")... Niezmienna polityka piaru...

zaloguj się by móc komentować

tadman @grudeq
14 marca 2019 23:36

Wydawało mi się, że temat relacje z Baranowa uczestnicy już wyczerpali, a grudeq o tym nie wiedział i wysmażył jeszcze jedną relację i to bez CTRL + C i CTRL + V. 

zaloguj się by móc komentować

grudeq @rotmeister 14 marca 2019 22:09
14 marca 2019 23:49

No to pozostaje tylko powiedzieć do zobaczenia w Kliczkowie. 

zaloguj się by móc komentować

grudeq @Paris 14 marca 2019 22:17
14 marca 2019 23:49

Dziękuje za plus. Się przyda. 

zaloguj się by móc komentować

grudeq @ainolatak 14 marca 2019 22:42
14 marca 2019 23:56

Tia.. ja też umierałem w niedzielę rano. Więc nie robi to na mnie żadnego wrażenia :) Jeżeli chodzi o wylewanie piwa, to czasem można wylać piwo na niewłaściwego człowieka i może być wtedy krucho. 

 

A jednak postawię równość między własnością a kasą misiu. Małyński nie zjawił mi się jako człowiek, ziemianin, który żyje z roli, dla roli i przez rolę i rola mu wyznacza tryb pracy. Tu chodziło, że majątek dawał całkiem przyjemny dochód, który można było przeznaczać na lotnictwo i inne podróże z wiernym Hermaszewskim. 

Ta spółka podróżnica między Małyńskim a Hermaszewskim jest dla mnie o tyle podejrzana, że zdaje się iż środki finansowe to był wkład Małyńskiego a wkładem Hermaszewskiego było towarzystwo. To pachnie trochę societas leonia. I chyba to jednak była relacja: Pan i sługa. Przy czym sługa nie oznacza służącego. 

A tak to! 

zaloguj się by móc komentować

grudeq @pink-panther 14 marca 2019 22:44
14 marca 2019 23:56

Pyszny Plus. Dziękuję. 

zaloguj się by móc komentować

grudeq @tadman 14 marca 2019 23:36
14 marca 2019 23:58

Tu przydały się własne notatki! ale i tak z innych notatek, przede wszystkim Andrzeja z Gdańska, który zdał solidną relację, skorzystać musiałem. Dziękuje za odwiedziny.

Pozdrawiam

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @grudeq 14 marca 2019 23:56
15 marca 2019 07:02

:) wierzę, że umierałeś w niedzielę i wierzę że nie robi to na Tobie wrażenia, jak to na prawniku ;-p 

Wiesz, to nie o to chodzi, że bronię Małyńskiego, ale jestem po trzech wykładach dr. Mozgola i różnych rozmowach. Małyński ciągle jest zagadką, ale z pewnością nie tak odkrywaną i definiowaną, jak przez potomków służącego Małyńskiego, nie wspominających nigdzie o pomocy finansowej jaką od niego dostali.

Małyński, mimo że nie siedział w Żurnem, żywo dbał o majątek i cały czas główkował jak go rozwijać. On nie tylko samolot i samochód kupił. Najnowsze maszyny rolnicze zaraz po targach w Paryżu kupował. Jak niepodległa Polska dowaliła mu zakaz własnej gospodarki leśnej (co było istotnym elementem majątku Małyńskich), przez co prawie go wykończyli, robił wszystko, żeby majątek uratować, wymyślił tą sławetną hodowlę koni... Gdyby chodziło mu o kasę, a nie czułby przywiązania do ziemi, najzwyczajniej by go sprzedał, a nie zrobił tego. Trzeba też pamiętać, że on w tej Szwajcarii i w "wodach" siedział nie bez powodu, faktycznie nie był końskiego zdrowia. 

Sam wykładowca nie twierdził 100%, że Małyński był oportunistą, a wciąż to stoi pod znakiem zapytania.

To teraz ja postawię, co również wskazuje na jego ziemiańskie przywiązanie: komu i na jakich warunkach zostawił majątek?

:) Jeszcze raz dzięki za fajną relację i dobre towarzystwo :)

zaloguj się by móc komentować

agnieszka-slodkowska @grudeq
15 marca 2019 09:44

Szczerze powiem, że zaskoczyłeś mnie tym pytaniem na konferencji.

Wg Słownika Terminologicznego Sztuk Pięknych, wydanego pod redakcją Stefana Kozakiewicza (PWN Warszawa 1969):

Kinkiet przyścienny --> świecznik, najczęściej metalowy, rzadko drewniany; od XVIII wieku  czasami caramiczny i szklany (...) W XVII wieku do kinkietu umocowywano przy śianie wielkie, wklęsłe, wypolerowane tarcze, tzw. REFLEKTORY, lub zwierciadła; od XVIII wieku tarcze zmniejszyły się znacznie, przyjmując formy ornamentalne charakterystyczne dla rokokoka, klasycyzmu i stylów dekoracyjnych XIX wieku; od XIX wieku nazwą kinkiet obejmuje się także lampy.

Pozdrawiamy A+H

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @agnieszka-slodkowska 15 marca 2019 09:44
15 marca 2019 09:52

A myśmy z Modelskim nie umieli tego nawet nazwać...nieźle

zaloguj się by móc komentować

Andrzej4 @grudeq
15 marca 2019 09:55

Wielki plus

dodam: błogosławieni, którzy potrafią śmiać się sami z siebie, nie zabraknie im radości do końca ich dni

zaloguj się by móc komentować

agnieszka-slodkowska @grudeq
15 marca 2019 11:53

Zapomniałam napisać: świetna rezcenzja! Plusik :)

 

zaloguj się by móc komentować

mniszysko @grudeq
15 marca 2019 12:11

Dziękuję! Mój numer jeden baranowskich wypominków. Jeszcze raz dziękuję! Trzeciego razu nie będzie ...   :-D 

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @grudeq
15 marca 2019 12:49

Miraculum in Baranów!

Oto ten rzeczowy, spokojny, zawsze świetnie znający temat grudeq, którego teksty prawniczo - historyczne czytałam od lat jeszcze na S24, objawił się jako połączenie Cyrana de Bergerac z Don Kichotem. I to w ramach autodekonspiracyjnej relacji z II Konferencji LUL;-)))

A myśmy się z Oriolanką zastanawiały, kto przyprowadził do naszego stołu Stanisława Michalkiewicza...

Co do pytania po wykładzie prof. Kostrzewy, to nie mam wyrzutów sumienia, bo nie było w nim barokowego wstępu, choć trochę emocji zawierało. Nadal podtrzymuję stwierdzenie, że czas najwyższy zastąpić formy bezosobowe formami osobowymi w mówieniu o katastrofie smoleńskiej, czyli wykorzystać skutecznie wszystko to, czym dysponuje Polska.

I nadal nie zgadzam się, że w relacji taksówkarz - pasażer zawarcie umowy następuje w wyniku machnięcia ręką przez tego drugiego;-))). Raczej w chwili wpuszczenia rzeczonego pasażera do pojazdu i ustalenia z nim celu podróży, tudzież zapłaty. Myślę, ze tu ekspertem byłby Przemsa.

zaloguj się by móc komentować

betacool @grudeq
15 marca 2019 15:36

Pozdrawiam. Dzięki za miły wieczór.

Tak jak rzeklem przy kolacji - śmigłe pióra powinny być częsciej w użyciu. Uważam, że prawnicy czytając akta wielu spraw, mają wyrobiony świetny warsztat do czytania wspomnień. Powinni z tego warsztatu korzystać.

zaloguj się by móc komentować

maria-ciszewska @grudeq
15 marca 2019 16:31

Szkoda, że nie dał Pan rady dołączyć do nas w niedzielny poranek, bo usłyszałby Pan od przewodnika określenie "odblaśnica". Sprawdziłam potem w encyklopediach - zgadza się. Ja wcześniej wiedziałam tylko o reflektorze, nie znałam rdzennie polskiego odowiednika.

Dziękuję za piękną i dowcipną relację. Konferencja była wydarzeniem obfitym w treści i doznania, każdy sprawozdawca dodatkowo je ubogaca.

zaloguj się by móc komentować

maria-ciszewska @grudeq
15 marca 2019 21:32

O jednej rzeczy nie usłyszałem, a może pominąłem: jak to było z tymi legendarnymi 25 latami służby w Armii Carów.

O tym pan doktor mówił na wstępie swojego wykładu. Wymienił czas trwania służby w różnych okresach; 25 lat nie było żadną legendą. Z biegiem lat ten czas był skracany, i pod koniec istnienia imperium carów wynosił trzy lata.

zaloguj się by móc komentować

grudeq @agnieszka-slodkowska 15 marca 2019 09:44
16 marca 2019 22:41

Dziękuję za pomoc w dochodzeniu... no i jak zwykle za wielką zagadką, kryje się coś prozaicznego - reflektor. Pozdrawiam również i do zobaczenia na Zamku Kliczków..

zaloguj się by móc komentować

grudeq @Andrzej4 15 marca 2019 09:55
16 marca 2019 22:42

Plusik się przyda. Dziękuje za odwiedziny.

zaloguj się by móc komentować

grudeq @jolanta-gancarz 15 marca 2019 12:49
16 marca 2019 22:57

Jeżeli jest wykład prawny, to chyba powinno być jednak bezosobowo. Wszak w przepisach nie jest nikt z nazwiska wymieniany: tylko Prezes Rady Ministrów; Minister Spraw Zagraniczych; Szef Komisji. Tak, żeby wniosek z wykładu płynął uniwersalny, każdy kto pełni taki a taki urząd w takiej a takiej sytuacji ma obowiązek. Formy osobowe od momentu prowadzenia konkretnego postępowania karnego.

Zawarcie umowy następuje w momencie machnięcia ręką. Wszak taksówkarz już traci czas na zatrzymaniu pojazdu, chociaż 10 metrów za machającym może stać inny klient, którego taksówkarz straci gdy się zatrzyma, a machający powie, że on tak tylko machał dla żartu. Dobrze kursu nie będzie - odstąpiłeś od umowy, ale zwróc mi koszt zatrzymania. Przynajmniej tak to widzę.

Dziękuje za chwilę rozmowy, pozdrawiam i do zobaczenia.

zaloguj się by móc komentować

grudeq @jolanta-gancarz 15 marca 2019 12:49
16 marca 2019 22:57

Jeżeli jest wykład prawny, to chyba powinno być jednak bezosobowo. Wszak w przepisach nie jest nikt z nazwiska wymieniany: tylko Prezes Rady Ministrów; Minister Spraw Zagraniczych; Szef Komisji. Tak, żeby wniosek z wykładu płynął uniwersalny, każdy kto pełni taki a taki urząd w takiej a takiej sytuacji ma obowiązek. Formy osobowe od momentu prowadzenia konkretnego postępowania karnego.

Zawarcie umowy następuje w momencie machnięcia ręką. Wszak taksówkarz już traci czas na zatrzymaniu pojazdu, chociaż 10 metrów za machającym może stać inny klient, którego taksówkarz straci gdy się zatrzyma, a machający powie, że on tak tylko machał dla żartu. Dobrze kursu nie będzie - odstąpiłeś od umowy, ale zwróc mi koszt zatrzymania. Przynajmniej tak to widzę.

Dziękuje za chwilę rozmowy, pozdrawiam i do zobaczenia.

zaloguj się by móc komentować

grudeq @betacool 15 marca 2019 15:36
16 marca 2019 23:00

Usłyszałem uśmiech. Ale materiał źródłowy wszędzie leży. Pamiętam na salonie24 jak pewien facet pisał świetne wspominki ze swojego etapu życia jako pracownika na budowie. I taki moment jak remontował jakiś płotek w przedszkolu i podsłuchał rozmowę dwóch czterolatek, a w niej jedna do drugiej "O! Wyczuwam u Ciebie złe emocje!"

zaloguj się by móc komentować

grudeq @mniszysko 15 marca 2019 12:11
16 marca 2019 23:01

Dziękuję. Zatem rozumiem, że do zobaczenia na Zamku Kliczków.

zaloguj się by móc komentować

grudeq @maria-ciszewska 15 marca 2019 16:31
16 marca 2019 23:06

A czyli Reflektor albo bardziej swojska odblaśnica. No następnym razem to już żadnego zwiedzania nie odpuszczę i lepiej rozłożę witalne siły konferencyjne.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować