-

grudeq

Historia Polski jako seans terapeutyczny

Wybrałem się wczoraj na spotkanie z  historykiem, Panem dr z Uniwersytetu Warszawskiego Tadeuszem Rozwadowskim. Tematem spotkania była postać Aleksandra Wielopolskiego a zachętą do dyskusji był temat „Wizjoner czy kolaborant – hrabia Aleksander Wielopolski, jego wpływ na Polaków i Polskę pod zaborem rosyjskim”. Pan Doktor bardzo solidnie przedstawił biogram margrabiego, jego wykształcenie, misję dyplomatyczną w czasie powstania listopadowego, zwrot ku ugodowości po rabacji galicyjskiej. Doszedł do czasów tuż przed wybuchem Powstania styczniowego i różnicach pomiędzy polityką Wielopolskiego a Zamoyskiego, nazywając je różnicami w taktyce. I to był ten moment w którym po raz pierwszy odezwała się we mnie wola polemiczna.

Oto przenosimy w wiek XXI dyskusję z lat 50/60 – tych XIX wieku i oto argumenty jednej strony tego sporu – hrabiego Wielopolskiego i jego postawę, tak samo jak i wtedy, nazywamy Zdradą. Pojęcie Zdrady w kwestiach państwowych jest oskarżeniem najcięższym, bo oznacza ona odejście od służby na rzecz Polski i przejście na służbę jej wrogów, działania na jej niekorzyść. Jeżeli ktoś przyjmuje postawę zdrady – a ktoś inny chce pracować dla dobra Polski, to nie można różnic w tych postawach nazywać różnicami taktycznymi.

To dla mnie jest dowód wielkiego nierozumienia, przez nas jako społeczeństwo, pojęć używanych w dyskusji publicznej. Ileż to mamy postaci, którym przypisuje się u nas zdradę, a po czym się zastanawia się, czy ta zdrada (względnie kolaboracja) to taktyka, czy przejaw nierozumienia otaczającej polityki.

Lekkość  z jaką się w Polsce przypisuje przeciwnikom politycznym „Zdradę” cieszy najbardziej tych, co zdrady faktycznie dokonali. Zdrada tak chętnie przyzywana blaknie, traci na swojej ostrości i znaczeniu. Staje się kolejnym frazesem. Ktoś oskarżony o Zdradę nie szuka dowodów na swoją obronę, potwierdzających że służył on zawsze interesom Rzeczypospolitej, ale odbija piłeczkę do oskarżającego o to, że ten w ogóle nic a nic nie rozumie, a w ogóle to on ma inną taktykę na rozwiązywanie problemów Polski.

Ten wątek dyskusji się skończył. Ruszyliśmy z historią Wielopolskiego dalej. Pan doktor pozwolił sobie na uwagi końcowe, w których najmocniej zapamiętało mi się, że największym błędem Wielopolskiego było to, że się w ogóle nie liczył z emocjami narodowymi, pomijał je, lekceważył. A emocji narodowych nie można lekceważyć.

I to jest drugie pole polemiki. Czym bowiem są emocje narodowe – tego zdefiniować z Panem Doktorem nie zdążyliśmy. Nie zdążyliśmy też przejść na poziom, kto oto w Polsce wywołuje emocje narodowe i za pomocą jakich to narzędzi. I kto to robił za czasów przed wybuchem Powstania Styczniowego. Pozwoliłem sobie na uwagę, że emocje narodowe w Polsce są tak płynne, że opieranie na nich polityki jest szalenie ryzykowne. Oto bowiem jeszcze 10 lat temu Platforma Obywatelska była najbardziej popularną partią w Polsce. Dzisiaj natomiast najbardziej popularną partią w Polsce jest Prawo i Sprawiedliwość. Obie zaś partie nic a nic w swoich programach przez 10 lat nie zmieniły. Emocje Polaków są takie, że 10 lat temu większość uważała, że bez zakupów w niedzielę da się obejść. Dzisiaj natomiast większość bez żadnego problemu przyjęła zakaz handlu w niedzielę.

Dodać należy także, że opieranie polityki na emocjach sprowadza się do tego, że argumentami w polityce staje się posiadanie bądź nieposiadanie kota, rodzaj słuchanej muzyki, dobór kolorów krawata. Może polityk zupełnie nie znać się na gospodarce, na rocznikach statystycznych, ale musi umieć trafiać w emocję. To jest chyba największy dramat Wielopolskiego, że oto człowiek starannie wykształcony, odnoszący sukcesy w gospodarce, znający się na polityce państw zachodnich musi liczyć i odnosić się do zdania różnorakich polityków powiatowych, którzy coś tam o polityce przecież wiedzą.

Było też trzecie pole polemik. Pytania z Sali. One właśnie dały inspirację do tytułu notki. Pytania bowiem dotyczyły, oceny tego czy gdyby polityka hrabiego Wielopolskiego się udała, to czy Polska byłaby potężna. Pan doktor, jako historyk odpowiadał oczywiście, że on nie może na to pytanie udzielić odpowiedzi bo to nie jest historia, ale jednak… i tu przedstawiał swoją wizję rozwoju wypadków, że jednak polityka Wielopolskiego by nigdzie nie doprowadziła, a Powstanie Styczniowe scementowało Polaków jako naród i dla tego powodu było korzystne.

Oto dostajemy w trakcie konferencji bardzo krótki biogram Margrabiego Wielopolskiego. Nie wiemy dokładnie jak przebiegał proces Wielopolskiego ze Szczanieckimi (bo to trudny temat dla prawników); nie wiemy dlaczego Wielopolski przyjął od Cara Aleksandra II Medal za stłumienie Polskiego Powstania; nie wiemy jakie dokładnie były różnice w stanowiskach Wielopolskiego i Zamoyskiego, ba nie ma zgody co do tego, czy te różnice były różnicami taktycznymi, czy jednak Wielopolskiemu można postawić zarzut Zdrady. Czyli nie mamy ustalonych najbardziej istotnych elementów stanu faktycznego, a my się tu poważamy na próbę odpowiedzi na to, gdzie by nas polityka Wielopolskiego zaprowadziła.

Pan Doktor był trochę obrażony na mnie, gdy zarzuciłem Polskiej historii brak koncentracji się na wątkach gospodarczych, a skupiania się jedynie na emocjach. Ale te pytania z Sali dają mi odpowiedź dlaczego u nas każdy się skupia na emocjach. Nas jako społeczeństwo najbardziej interesuje, żeby nam historycy powiedzieli jakim to wspaniałym byliśmy narodem i o tym jak niewiele nam brakowało abyśmy doszli do perfekcji. Nas nie interesuje w historii badanie zjawisk gospodarczych, społecznych, politycznych. Nam historia jest potrzebna jako terapia dla naszych biednych skołatanych polskich dusz.



tagi: polska  historia  aleksander wielopolski  społeczeństwo 

grudeq
21 kwietnia 2018 14:05
14     1356    7 zaloguj sie by polubić
komentarze:
rotmeister @grudeq
21 kwietnia 2018 14:27

"Pytania bowiem dotyczyły, oceny tego czy gdyby polityka hrabiego Wielopolskiego się udała, to czy Polska byłaby potężna. Pan doktor, jako historyk odpowiadał oczywiście, że on nie może na to pytanie udzielić odpowiedzi bo to nie jest historia". 

To jest u dużej części historyków nie do wyplenienia. To na być tzw. gdybologia. A to jest historia która czegoś uczy.  Alternatywność. Jerzy Łojek tego uczył.

zaloguj się by móc komentować

grudeq @rotmeister 21 kwietnia 2018 14:27
21 kwietnia 2018 14:35

Zdanie jednak powinien pan przytoczyć w całośc: 

"Pan doktor, jako historyk odpowiadał oczywiście, że on nie może na to pytanie udzielić odpowiedzi bo to nie jest historia, ale jednak… i tu przedstawiał swoją wizję rozwoju wypadków, że jednak polityka Wielopolskiego by nigdzie nie doprowadziła, a Powstanie Styczniowe scementowało Polaków jako naród i dla tego powodu było korzystne."

Akuratnie tu się z Panem historykiem zgadzam, że historia winna zajmować sie faktami a nie gdybologią. Historyk który zajmuje sie gdybologią (czy też alternatywnością - mniejsza o nazwę), wchodzi na grunt polityki i tu ma już troszeczkę inną sytuację. Bo jeżeli w historii badamy fakty - gdzie nawet można używać tradycyjnej logiki 0/1 - fakt prawdziwy/nieprawdziwy. To jednak w przewidywaniu jest to niesprawdzalne. I jeżeli coś zarzucam Panu historykowi, to to, że gdy ja mówiłem, że polityka Wielopolskiego przyniosła by korzyści, to on mnie atakował, że nie znam historii. 

zaloguj się by móc komentować

grudeq @telok 21 kwietnia 2018 14:47
21 kwietnia 2018 14:53

1. Bitwa pod Grunwaldem 1410 - fakt prawdziwy.

2. Starli się Krzyżacy z koalicją Polsko-Litewską - fakt prawdziwy.

3. Zwyciężyła koalicja Polsko-Litewska - fakt prawdziwy.

4. Polacy twierdzą, że dowodził Jagiełło - fakt prawdziwy

5. Litwini twierdzą, że dowodził książe Witold - fakt prawdziwy - wynikający z historiografii litewskiej.

Zgodzi się Pan, że fakt 4 i 5 wzajemnie się wykluczają. Nie może być dwóch dowódców. A My swoje i Litwini swoje. Jeden z tych faktów jest zatem nieprawdziwy.

Ale faktem jest, że Litwini twierdzą, że dowodził Jagiełło.. i to akurat jest faktem prawdziwym. 

 

Pocieszam się tym, że na walkach o to co jest prawdą, poległo już wiele pokoleń filozofów, polityków, etc. Ja się zdaję w tej kwestii na Pana Boga. 

zaloguj się by móc komentować

grudeq @telok 21 kwietnia 2018 15:11
21 kwietnia 2018 15:15

No czy ja wiem, czy nasi przeciwnicy kłamią. Oni po prostu mają często po prostu inne spojrzenie.

W każdym bądz razie:

zdanie: książe Witold dowodził wojskami Polsko-Litewskimi w Bitwie pod Grunwaldem/Zalgirisem - jest kłamstwem,

ale zdanie

Litwini twierdzą, że książe Witold dowodził wojskami Polsko-Litewskimi w Bitwie pod Grunwaldem/Zalgirisem - jest prawdą. 

Zgodzi się Pan? 

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @grudeq 21 kwietnia 2018 14:35
21 kwietnia 2018 15:17

A po co cały fragment. Pan historyk sam sobie zaprzeczył. Bo historia alternatywna nie ale sam zaczął alternatywę przedstawiać. Tylko że swoją alternatywę. Inne są be. Wielość postaw wobec Powstania Styczniowego wtedy i dziś przeczy raczej mitycznej jedności narodu. Pan historyk uważa że podawanie dat bez pokazywania alternatywy czegokolwiek nauczy. Nie nauczy nic ponad cytowanie dat. 

zaloguj się by móc komentować

adamo21 @grudeq
21 kwietnia 2018 17:10

Prawdą jest, że są różne wersje tej samej historii, co najmniej trzy (3), czyli ta pisana przez nas, oraz te inne pisane przez naszych wrogów i przyjaciół. 

zaloguj się by móc komentować

krzysztof-laskowski @grudeq
21 kwietnia 2018 23:09

Zapomina się o tym, jaki program pan margrabia dostał do wdrożenia - program zbudowania fundamentów protoprylu poprzez przeprowadzenie reformy rolnej i wciągnięcie części konserwatystów do struktur państwowych. Przy okazji wiązało się to również z udzisiejszeniem Kościoła katolickiego w Polsce. Chodziło o stworzenie podstaw późniejszej endekokomuny, bo stworzeniem podstaw komuny zajmowali się przedstawiciele czerwonych. Chodziło też o odcięcie Polski od Kresów i przesunięcie jej na zachód kosztem Królestwa Prus. I dokładnie ten program został zrealizowany, czyli program ścisłego powiązania idei niepodległościowej z socjalizmem z obu stron. Wszyscy, którzy pragnęli niepodległości antysocjalistycznej, zostali umieszczeni poza kręgiem opcji dopuszczalnych w takich miejscach jak Londyn, Paryż czy późniejsze państwo syjonistyczne.

zaloguj się by móc komentować

glicek @grudeq
22 kwietnia 2018 02:19

a Powstanie Styczniowe scementowało Polaków jako naród

Jasne, czy w to scementowanie możemy wpleść jakoś fakt pozbawienia nie wiem ilu miasteczek statusu miejskiego? Bo może to że stały się wsiami nie ma zadnego znaczenia? A może ma?

Tu mapka:
https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/3/33/Municipalities_in_Poland_deprived_of_town_privileges.png

Nas nie interesuje w historii badanie zjawisk gospodarczych, społecznych, politycznych

Czyli emocje (kot, wzrost polityka, wstyd na cały świat) - tak, ale woły, huty i kopalnie już nie?

zaloguj się by móc komentować

orjan @grudeq
22 kwietnia 2018 08:18

Nas jako społeczeństwo najbardziej interesuje, żeby nam historycy powiedzieli jakim to wspaniałym byliśmy narodem i o tym jak niewiele nam brakowało abyśmy doszli do perfekcji.

W tym zdaniu diagnozie, którą to diagnozę uważam za nieprawdziwą, koncentruje się pytanie podstawowe: po co jest historia? Następnie pytanie uściślające: po co "nam" historia? Następnie pytanie precyzujące: kto to jesteśmy "my"? Następnie pytanie wykonawcze: skąd tutaj biorą się historycy i czy aby właśnie z "nas"? W tym zaś momencie wracamy do pytania podstawowego.

Diagnozę uważam za nieprawdziwą, bo dotyczy "społeczeństwa", które owszem, jako pojęcie piękne jest, ale nie ma w swej treści więzi duchowej. Albo raczej więź duchowa jest niekompletna. wynika to stąd, że społeczeństwo jest zbiorem tworzącym się poniekąd biernie, przez sam fakt złączenia zbiorowością. Ta zaś niekoniecznie wytwarza owych "my" złączonych wspólnotą wyżej idącą niż solidarność codzienna, a czasem niecodzienna.

W szczególności, wątpię czy rzeczywiście w polu potrzeby polskiego społeczeństwa jest naród, a zwłaszcza naród jednolity ("my wszyscy"). Jeśli bowiem nie jest, to pojawia się zapotrzebowanie na różne historie. Jedne "dla nas", inne "dla nich".  

Tymczasem spiżowe zdanie: "Historia jest nauczycielką życia" zawiera w sobie taką prawdę, że historia służy do wychowywania. Wcale nie dla gromadzenia wiedzy. Ta jest tylko narzędziem, ale nie celem.

  

zaloguj się by móc komentować

grudeq @telok 21 kwietnia 2018 15:21
22 kwietnia 2018 22:04

"Czemu Polska ma być tym jedynym sprawiedliwym w gronie kłamców?"

Bo żeby kłamać to też trzeba umieć. A jak się nie umie kłamać to się dostaje po zębach jeszcze bardziej. WYdaje mi się, że póki nasi politycy nie umieja rozrózniać faktów od opinii, to lepiej aby się nie brali za tak wyrafinowane narzędzie walki politycznej, jaką jest kłamstwo.

"Po pierwsze co to jest "fakt"? Jak rozumiem to jest coś co się zdarzyło i wywołało jakiś efekt. "

Ta zaproponowana przez Pana definicja ma wadę jedną. Bo co w sytuacji kiedy coś sie zdarzyło, ale nie wywołało żadnego efektu? Ale ten efekt może być wywołany? Albo u jednego efekt wywołało, a u drugiego zupełnie nie.

zaloguj się by móc komentować

grudeq @adamo21 21 kwietnia 2018 17:10
22 kwietnia 2018 22:06

Może inaczej bym to sformułował, bo jeżeli nasza historia opiera się na czymś tak subiektywnym jak emocje ludzkie.. to my tych historii będziemy mieli tysiące, bo każde wydarzenie w każdym z nas, czy też w każdej z grup społecznych wywoływało inne emocje. 

zaloguj się by móc komentować

grudeq @krzysztof-laskowski 21 kwietnia 2018 23:09
22 kwietnia 2018 22:08

Ja słyszałem że pierwszy program budowy protprlu to dostał Bolesław Chrobry. On też chciał podporządkować sobie kościół katolicki aby realizował jego program polityczny, a nie program Kościoła. A te słupy na Saali.. to przecież jak nic odrzucenie Polski od kresów. Jak nic Chrobry chciał głębokiej endekokomuny. Pan myśli, że te Wały Chrobrego w Szczecinie zbudowane za głębokiej komuny były tak bez powodu?

zaloguj się by móc komentować

grudeq @orjan 22 kwietnia 2018 08:18
23 kwietnia 2018 13:17

Hm... Jak dla mnie społeczeństwo tworzy się przez sam fakt wspólnego zamieszkiwania na określonym terytorium, pod rządami tego samego prawa i tą samą władzą, oraz z faktu używania tego samego języka. Więź duchowa, jeżeli jest dostatecznie silna, sprawia że społeczeństwo staje się Narodem. 

I teraz diagnoza.. owszem dotyczy społecznstwa.. ale z tym pragnieniem aby Społeczeństwo stało się Narodem. 

Pełna zgoda także, że gromadzenie wiedzy jest narzędziem. Jeno im więcej tej wiedzy tym lepsze jest to narzędzie. Tymczasem u nas gromadzenie zbyt wielkiej wiedzy historycznej jest o tyle niemile widziane, że rozbija ona pewne misternie utkane koncepcje... A ja chcę i stworzyć silną koncepcję i w oparciu o silne narzędzie. Pod tym względem dla mnie narzędzie jest pierwotne, bo tylko na dobrym narzedziu (pełnej faktografii historycznej, pełnym stanie faktycznym) jestem w stanie prawidłowe wyciągnąc wnioski.

Dziękuje w każdym bądź razie za inspirujący komentarz. 

Pozdrawiam

zaloguj się by móc komentować

grudeq @glicek 22 kwietnia 2018 02:19
23 kwietnia 2018 13:18

Może to się bierze z tego, że każdy komunistyczną historiografię traktował jako nudną, bo ona się tak lubowała w statystykach... no to teraz badamy emocje... 

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować